"Każdy Twój wyrok przyjmę twardy, przed mocą Twoją się ukorzę. Ale chroń mnie Panie od pogardy, od nienawiści strzeż mnie Boże". (N. Tanenbaum)

niedziela, 1 marca 2020

WIELCY NIEZŁOMNI Z DOBREJ ZIEMI

Na początek utwór poetycki Zbigniewa Herberta

Wilki
                                           Marii Oberc

Ponieważ żyli prawem wilka 

historia o nich głucho milczy 

pozostał po nich w kopnym śniegu 

żółtawy mocz i ten ślad wilczy


szybciej niż w plecy strzał zdradziecki 
trafiła serce mściwa rozpacz 
pili samogon jedli nędzę
tak się starali losom sprostać

już nie zostanie agronomem 
,,Ciemny" a ,,Świt" - księgowym
"Marusia" - matką ,,Grom" - poetą 
posiwia śnieg ich młode głowy

nie opłakała ich Elektra
nie pogrzebała Antygona
i będą tak przez całą wieczność
w głębokim śniegu wiecznie konać

przegrali dom swój w białym borze 
kędy zawiewa sypki śnieg 
nie nam żałować - gryzipiórkom - 
i gładzić ich zmierzwioną sierść

ponieważ żyli prawem wilka 
historia o nich głucho milczy 
został na zawsze w dobrym śniegu 


       Raz jeszcze chcę w dziesiątą rocznicę formalnego ustanowienia Dnia Żołnierzy Wyklętych (Niezłomnych) pragnę przypomnieć trzy sylwetki Niezłomnych z mojej Dobrej Ziemi (Ziemi Dobrzyńskiej):
płk Marię Sobocińską ze Skępego,

por. Ludomira Brzuskiewicza, który musiał od 1946 r. do końca życia żyć po zmienionym nazwiskiem - Teofil Jurkiewicz) z Głęboczka k. Obór (potem od 1947 r. we Francji - L'Hopital),

por. Jana Przybyłowskiego z Zbyszewa k. Chalina lipnowskiego.


           Jest to wspomnienie nie tylko rocznicowe, ale i serdeczne, bo Ci Dwaj pierwsi byli moimi serdecznymi Przyjaciółmi, bywali w naszym domu, obydwoje przyjęli Honorowe Członkostwo Dobrzyńskiego Towarzystwa Naukowego, Teofil - w 2007 r. Maria - w 2009. Postać por. J. Przybyłowskiego też jest bliska, bowiem Jego córka Bożena jest członkinią DTN.




Krzyż V. M.  Marii Sobocińskiej


Mirosław Krajewski, Dama Niezłomna. Biografia wpisana w okupacyjne dzieje Skępego
Rypin-Skepe 2012.


MARIA ROMANA SOBOCIŃSKA  (często zdrob. – Marylka), ps. „Kama”, „Kaja”, „Ryśka” (*29 IV 1920 r. w Wymyślinie †1 VIII 2012 r. w Sztokholmie)

Była najstarszą z dwóch córek Romana (1886-1951) i Stanisławy Zofii (1887-1976) z Ziemkiewiczów. Szkołę powszechną (Szkoła Ćwiczeń Seminarium Nauczycielskiego) ukończyła w Wymyślinie, skąd do końca swoim dni pamiętała swoją nauczycielkę, Julię Czarnecką. Po ukończeniu wymyślińskiej szkoły, kontynuowała naukę w Gimnazjum im. R. Traugutta w Lipnie, a następnie w Gimnazjum i Liceum Humanistycznym im. M. Taniewskiej w Warszawie, gdzie w 1939 r. uzyskała maturę. Przed wybuchem wojny odbyła szkolenie przeciwlotnicze oraz sanitarne w ramach Przysposobienia Wojskowego Kobiet w Toruniu. W Płońsku ukończyła kurs drużynowych ZHP, połączony z kursem spadochronowym, z którego w archiwum toruńskim gen. E. Zawackiej zachowało się nawet unikatowe, choć mało czytelne, zdjęcie. Wakacje 1939 r., korzystając z pięknego lata i uroku miejscowych jezior i lasów, spędziła z przyjaciółmi i kuzynami w Skępem. Od września czekała ją nauka w prestiżowej Szkole Handlowej w Toruniu. Na horyzoncie zbierały się jednak czarne chmury. Ostatnie dwa tygodnie wakacji spędziła u stryja, Zygmunta Sobocińskiego w Starym Dworze na Lubelszczyźnie, skąd na wieść o ogłoszonej mobilizacji w końcu sierpnia 1939 r., została natychmiast odesłana do Skępego.
Wojna i okupacja zasadniczo zmieniła życie jej, rodziców i siostry Sławki. W dniu 1 września 1939 r. rodzina Sobocińskich pobrała maski przeciwgazowe, a rodzice rozpoczęli organizację punktu pomocy. Z opaską PWK na rękawie, rozpoczęła służbę na stacji kolejowej w Skępem, gdzie udzielała informacji zdezorientowanym młodym ludziom, zdążającym do jednostek wojskowych, kierowała ich także do punktów żywienia, pocieszała dobrym słowem. W następnych dniach, razem z rodzicami, ojcami bernardynami Sylwestrem Niewiadomym i Pawłem Mrozem oraz rodzinami Warzyńskich, Bielickich i Sobocińskich, Tadeuszem Kowalskim i innymi osobami z kręgu absolwentów Wymyślina organizowała wszelkie formy pomocy: kwatery, punkty opieki medycznej, dożywianie oraz ochranianie zbiegłych z niewoli niemieckiej żołnierzy armii polskiej.
Niebawem Skępe, podobnie jak inne miejscowości ziemi dobrzyńskiej, włączone zostało do hitlerowskiego Okręgu Rzeszy Gdańsk-Prusy Zachodnie. Nazwę Skępe zamieniono na „Schemmensee”, Skępe-Wioska na „Schemmenhof”, zaś Wymyślin na „Muscheldorf”. Na polecenie matki, zajmowała się pisaniem listów pocieszenia do jeńców wojennych, internowanych w oflagach i już w 1940 r. była zagrożona aresztowaniem i wysłaniem do obozu, z powodu skreślenia w jednym z listów do oflagu krążącego wówczas hasła: „Słonko wyżej, Sikorski coraz bliżej”, ale szczęśliwie uratowała ją Niemka, Rita Bobke – w czasie okupacji naczelniczka poczty w Skępem, która dostrzegłszy nazwisko nadawcy, wycofała ten kłopotliwy list i uprzedziła ją o skutkach takiego zachowania. Rita podobnie zachowywała się w stosunku do innych dziewcząt ze Skępego i okolicy.
Po odsunięciu od siebie podejrzeń „działania na szkodę Rzeszy”, w dniu 1 sierpnia 1940 r. szczęśliwie otrzymała pracę jako pomoc biurowa w niemieckiej firmie Strassenbaugesellschaft OEMLER, budującej w powiecie lipnowskim szosę na trasie Bydgoszcz-Warszawa, gdzie pracowała do czerwca 1941 r. Następnie w latach 1941-1945, pracowała w niemieckim Urzędzie Katastralnym (Katasteramt) w Lipnie. Do końca nie było wiadomo, kto ułatwił jej to zatrudnienie, ale niewykluczone, iż propozycję tę podsunął niemieckiemu „pracodawcy” inż. geodeta Królikowski ze Skępego, który przed wojną był radnym w Skępem razem z jej matką, Stanisławą. Zresztą ten sam Królikowski prawdopodobnie już na początku 1941 r. dał swego rodzaju polecenie jej matce, aby Marylka zaczęła intensywnie uczyć się języka niemieckiego. Nauka ta okazała się w następnych latach okupacji niezwykle przydatna. W nowej pracy bezpośrednim przełożonym był Niemiec, Josef Walter, prawnik z Norymbergii, którego zapamiętała jako starszego, kulturalnego pana, lojalnego wobec Rzeszy, ale jak podkreślała – „bez nazistowskiego nadęcia”. Walter włożył dużo wysiłku w doskonalenie u niej języka niemieckiego, a także stawiał jej duże wymagania w zakresie sztuki przepisywania na maszynie, bowiem sam nie znał na maszynie czcionki łacińskiej tylko gotycką. Okazało się, że jest ona niezbędnym dla niego pracownikiem, bowiem Niemiec dość szybko stracił orientację w mnogości papierów przechowywanych w biurze. Początkowo nalegał, aby podpisała IV grupę niemieckiej listy narodowej, jednak, gdy spotkał się z kilkakrotnymi wymówkami, sam kamuflował w zestawieniach personalnych podległych pracowników fakt, iż zatrudnia Polkę bez przynależności do niemieckiej grupy narodowościowej. W pracy u Waltera pełniła też rolę tłumaczki pomiędzy niemiecką kadrą kierowniczą, a polskimi pracownikami niższego szczebla. Zadanie to wypełniała w szczególności podczas cotygodniowego, obowiązkowego odsłuchiwania przemówień Adolfa Hitlera dla pracowników Katasteramtu. Jako osoba obdarzona wyjątkowym humorem niekiedy pozwalała sobie coś świadomie przekręcić, co wywoływało, iż polski personel popadał w skrywany śmiech.
Nowa praca pozwoliła jej m. in. potajemnie wyrabiać dokumenty osobiste i zaświadczenia, ratując wielu mieszkańców ziemi dobrzyńskiej przed wywózką na roboty przymusowe oraz prowadzić nasłuch brytyjskiego radia BBC. Słuchanie z radia odbywało się w biurze kierownika, który wiedząc, że przyjeżdża pociągiem ze Skępego znacznie wcześniej, niż rozpoczynała się praca, udostępniał jej klucze do biura, aby nie czekała na dworcu. Wiadomości usłyszane z radia BCC przepisywała na papierze bibułowym i przekazywała do punktu kontaktowego, który mieścił się w tym samym budynku w sklepie OEMLERA. Stamtąd komunikaty były odbierane przez łączniczkę Aleksandrę Jurkiewicz i przekazywane do Wacława Lulińskiego w Józefkowie, gdzie drukowano „Iskrę Wolności”. Przy wykonywaniu zadań konspiracyjnych korzystała z pomocy wielu osób tam zatrudnionych, bądź pracujących w innych firmach w Lipnie, m. in. z pomocy „tyczkarzy” (pomocników przy pomiarach geodezyjnych w Katasteramcie), Sulczyńskiego i Michała Jaźwińskiego, przed wojną gimnazjalnego kolegę M. Sobocińskiej. Wykonywali oni np. kopie dokumentów w zadanej ilości, nigdy nie pytając, do czego potrzebne są one jej potrzebne.
Zimą 1940 r. wraz z siostrą Sławomirą (1922-1987) została zwerbowana do konspiracji antyhitlerowskiej w celach kontaktowych dla uciekinierów-ochotników do Wojska Polskiego na Zachód przez Rumunię przez poznanego w czasie ostatnich przedwojennych wakacji Antoniego Umańskiego. W kwietniu 1940 r. nawiązała kontakt z warszawską komórką do akcji sabotażowej i propagandowej i została zaprzysiężona do ZWZ przez swojego kuzyna (brata ciotecznego), Bogdana Ziemkiewicza, syna Tadeusza, gdzie otrzymała pierwsze konspiracyjne pseudonimy „Kama” i „Kaja”. Bogdan, student Politechniki Warszawskiej, zbudował radiostację i sam przekazywał informacje na granicę, aktywnie uczestnicząc w działaniach nieznanej jej grupie konspiracyjnej. Ona oraz jej siostra Sławka miały pozyskiwać informacje o sytuacji w Skępem i okolicy, czyli terenach włączony do Rzeszy Niemieckiej, które były następnie wykorzystywane przez jej kuzyna, Bogdana. Bogdan podał jej adres punktu kontaktowego na warszawskim Grochowie. Kilkakrotnie jeździła do Warszawy, więcej natomiast tych konspiracyjnych podróży odbyła siostra Sławka. Dość szybko nawiązała kontakt z koleżanką z warszawskiego liceum, nieznaną nam z nazwiska Krystyną, mieszkającą w Nowym Dworze Mazowieckim, która zgodziła się założyć u siebie skrzynkę kontaktową. Kontakty z konspiracją warszawską utrzymywała do chwili aresztowania, a następnie rozstrzelania B. Ziemkiewicza.
Poprzez swoją matkę, już w styczniu 1940 r., została przyjęta do Polskiej Organizacji Wojskowej „Znak” rejon Skępe. Potem, już jako członkini Związku Walki Zbrojnej, była oficerem do zadań specjalnych. Organizowała konspiracyjną służbę zdrowia i współdziałała w akcjach wywiadowczych oraz kolportowała materiały w ramach Akcji „N”, prowadzonej przez Jana Nowaka-Jeziorańskiego. Zaopatrzona w doskonale podrobione personalne dokumenty niemieckie, przewoziła z Warszawy na teren Pomorza (włączonego do Rzeszy Niemieckiej) fałszywki rzekomych opozycyjnych pism niemieckich.
Jej kontakty z Haliną Krzeszowską rozpoczęły się już na przełomie 1939/1940, kiedy to odwiedzając wraz z siostrą Sławką swego kuzyna (ze strony matki) Jerzego Ziemkiewicza w Toruniu, który przez swoją matkę, z pochodzenia Ukrainkę, poznał środowisko ukraińskie w tym mieście. Mieszkanie Krzeszowskiej u siostry jej babci, Troickiej przy ul. Warszawskiej 8/3 stało się kwaterą dla oficerów sztabu Komendy ZWZ, a potem AK Toruń. W 1942 r. zamieszkał tam Bronisław Pietkiewicz, ps. „Wiktor”, mianowany w lipcu tego roku komendantem Inspektoratu AK Toruń. Tam też bywał Henryk Gruetzmacher, ps. „Michał” i Józef Chyliński, ps. „Wicher”. W czasie tych spotkań oficerowie tam przebywający oraz sama Krzeszowska uznali, że jest ona doskonałą osobą do pracy konspiracyjnej, a jej walory, takie jak: znajomość, języka niemieckiego, „legitymacja” z Katamsteramtu, uroda, praca w przedwojennym harcerstwie itp., mogą przydać się w konspiracji antyhitlerowskiej. Otrzymała do wykonania szereg różnych zadań.
Po akcji scaleniowej, tj. połączenia Służby Zwycięstwu Polski ze Związkiem Walki Zbrojnej w 1942 r., uczestniczyła w działalności konspiracyjnej Komendy Okręgu Armii Krajowej „Pomorze”, będąc kurierką kierowniczki Wojskowej Służby Kobiet w sztabie Komendy Okręgu AK Pomorze, Haliny Krzeszowskiej, późniejszej żony Bronisława Pietkiewicza, komendanta Inspektoratu AK Toruń, która nadała jej pseudonim „Ryśka” i przyjęła od niej powtórną przysięgę. Ponowna przysięga Marylki, złożona w Toruniu, wiązała się z tym, iż Krzeszowska zapytała ją, czy należy do konspiracji. Udzieliła wtedy odpowiedzi twierdzącej, mówiąc, iż złożyła przysięgę na ręce swego kuzyna, Bogdana Ziemkiewicza w Warszawie. Nie była jednak w stanie określić, do jakiej organizacji należał jej kuzyn. Szczelność konspiracji z jednej strony, z drugiej zaś – ostrożność w przyjmowaniu nowych członków były powodem tej podwójnej przysięgi okupacyjnej Marylki. Współdziałała w ukrywaniu i udzielaniu pomocy materialnej dla zbiegłych z niewoli jeńców angielskich, radzieckich i Polaków, ściganych przez Gestapo. Wiosną 1943 r. była współorganizatorką wysadzenia pociągu z materiałami wojennymi, zdążającymi na front wschodni. Od współpracującego z podziemiem kolejarza, Grabowskiego ze stacji Skępe powzięła informacje o transportach wojennych na trasie Skępe-Sierpc. Od niego dowiedziała się, że na niewielkiej, leśnej stacji Koziołek zatrzymują się pociągi z transportami wojskowymi, celem uzupełnienia wody do parowozów oraz wykonania bieżących napraw i przeglądów. Informacje te przekazała Tadeuszowi Kowalskiemu, który miał kontakt z partyzantami. Podejmowano kilka prób wysadzenia pociągu. Ostatecznie akcja powiodła się i pod koniec marca 1943 r. zniszczono lub poważnie uszkodzono 2/3 wagonów. Sabotażu dokonano, pozorując wypadek, tak jakby jeden z wartowników niedopałkiem spowodował wybuch wagonu z paliwem.
Kiedy po akcji dywersyjnej na stacji w Koziołku, w odwecie prewencyjnym, Gestapo aresztowało ok. 30 mężczyzn ze Skępego i najbliższej okolicy, a wśród nich jej ojca, Romana, zachęcona dosyć paradoksalnie przez jej szefa z lipnowskiego Katasteramtu, Josefa Waltera, który notabene nie tylko udzielił jej zwolnienia z pracy, ale także poinstruował, które paragrafy z ustawodawstwa niemieckiego należy wykorzystać ewentualnej rozmowie z naczelnikiem Gestapo w Grudziądzu, udała się wraz z matką, Stanisławą do Grudziądza. Tam w czasie, wydawałoby się, beznadziejnej misji potrafiła przekonać szefa grudziądzkiego Gestapo o niewinności uwięzionych mężczyzn. Determinacja kobiet była wyjątkowa, a gestapowcy, którzy nie chcieli dopuścić do gabinetu szefa, uznali w pewnym momencie, że „szalone kobiety” i tak stamtąd już nie wyjdą. Mimo to następnego dnia wszyscy aresztowani, za wyjątkiem jednego, odzyskali wolność. Po latach sama podziwiała determinację i odwagę, nie wierząc, że ta interwencja w grudziądzkim Gestapo mogła odnieść skutek.
We wrześniu 1943 r. uczestniczyła w akcji uwolnienia, poprzez przekupienie strażnika w więzieniu w Toruniu, oficera AK do zadań specjalnych, Stanisława Witkowskiego, ps. „Żbik”, aresztowanego w maju 1943 r. w „kotle” zastawionym u Leszczyńskich na toruńskim „Podgórzu”, a pochodzącego ze Skępego i czterech innych jego współtowarzyszy. Akcja, mimo pościgu Gestapo, udała się. Akcja przygotowana przez nią we współdziałaniu z Bronisławem Pietkiewiczem nie budzi wątpliwości faktycznych, choć relacja samego zainteresowanego, tj. Stanisława Witkowskiego jest odmienna od opisanych wyżej zdarzeń. Witkowski uważał bowiem, że opuścił toruńskie więzienie wyłącznie w wyniku własnych pertraktacji ze strażnikiem więzienia. Ucieczkę miał umożliwić mu jeden z więźniów, niejaki Filipski, który mając swobodę poruszania się po więziennym korytarzu, miał przekupić strażnika, a ten otworzyć drzwi od celi. Wyłącznie na podstawie jego relacji Jan Nowak-Jeziorański dał jemu wiarę i przedstawił to w swojej książce pt. Kurier z Warszawy. Wydaje się jednak, że relacja „Ryśki” nie może budzić wątpliwości, tym bardziej, że przede wszystkim za ten czyn została ona przedstawiona do odznaczenia Krzyżem Virtuti Militari. O akcji tej wiedziało przed i po niej kierownictwo Okręgu AK Pomorze.
Z pseudonimem „Ryśka” pozostała do końca okupacji, a także w pierwszych miesiącach po wyzwoleniu. Wykonując zadania specjalne, odbywała ponowne podróże do Warszawy, gdzie w czasie jednej z nich przekazała dokumenty łącznikowi Polskiego Państwa Podziemnego. Podróż musiała odbyć na własnych papierach i wówczas w celu otrzymania odpowiednich zaświadczeń i urlopu z pracy, przedstawiła zaświadczenie o śmierci fikcyjnego wuja, Romualda Głowackiego. W grudniu 1942 r. znalazła się w Warszawie w punkcie kontaktowym przy ul. 3 Maja, skąd odebrał ją łącznik i zaprowadził na spotkanie, gdzie przekazała paczkę z ważnymi – jak się domyślała – dokumentami. Następne podróże do Warszawy odbywała już z fałszywym Ausweisem (zaświadczenie o zatrudnieniu wydawane Polakom przez okupanta hitlerowskiego). Jej kontakty odbywały się przez punkt znajdujący się w sklepie ogrodniczym na warszawskim Grochowie. W czasie jednej z takich kurierskich podróży do Warszawy, za pośrednictwem swego wuja, Tadeusza Ziemkiewicza, który zaprzyjaźniony był z wychowankiem wymyślińskiego Seminarium Nauczycielskiego, Wacławem Tułodzieckim (rocznik 1924), rodakiem z Wymyślina, powojennym ministrem oświaty, wymieniała wysoki nominał banknotu dolarowego, który powierzyła jej Halina Krzeszowska z Torunia. Zadanie to było istotne dla pracy konspiracyjnej, bowiem wymiany tej na mniejsze nominały nie można było wówczas przeprowadzić w Toruniu.
Na przełomie 1941/1942 roku uczestniczyła w procesie scalania Polskiej Organizacji Zbrojnej „Znak” z Armią Krajową i w tym celu współdziałała z komendantem Inspektoratu AK Toruń, Bronisławem Pietkiewiczem, ps. „Wiktor”, który dążył do włączenia obwodu lipnowskiego do Inspektoratu w Toruniu. W związku z tym, że Pietkiewicz pracował na kolei, a Marylka dojeżdżała do pracy w Lipnie pociągiem, jej kontakty z „Wiktorem” było dość częste. Następnie, na polecenie kierownictwa Komendy Okręgu AK „Pomorze” od lipca 1943 r. organizowała Wojskową Służbę Kobiet w powiecie lipnowskim i została komendantką tego Obwodu. Jej przełożoną była Halina Krzeszowska, ps. „Ludmiła”, komendantka WSK przy Komendzie Okręgu, a po nominację w znanym lokalu konspiracyjnym w Toruniu przy ul. Warszawskiej doprowadziła ją Jadwiga Lewandowska, ps. „Pliszka”. Obwód WSK Lipno kierowany przez nią nosił kryptonimy „Lotnisko”, „Świt” oraz „L 016”, wchodził w skład Inspektoratu Włocławek wraz obwodami Włocławek i Nieszawa. Rozporządzała sztabem pięciu referentek-kierowniczek sekcji: sanitarnej, wywiadu, kwaterunkowej, opieki i łączności. Cały obwód podzielony był na rejony: Lipno – kryptonim „Leszczyna” na czele z Mieczysławą Marszałek, pseud. „Wrzos”, Skępe – kryptonim „Staw” (Celina Paradowska, pseud. „B/16”), Dobrzyń n. Wisłą – kryptonim „Dębina” (Sabina Krasucka, pseud. „Dora”), Szpetal – kryptonim „Szuwary” (kierowniczka „Syrena” z dopiskiem Scholastyka, nauczycielka i zarazem administratorka majątku), Czernikowo – kryptonim „Czółno” i Mazowsze – kryptonim „Mrówki” (Filomena Wójtowicz, pseud. „Buk” zamieszkała w Wolnikowie gm. Czernikowo, Zbójno – kryptonim „Zagaj”) Jadwiga Lewandowska, ps. „Pliszka”.
Lipnowski Obwód Wojskowej Służby Kobiet doprowadziła do wysokiego stanu organizacyjnego, sama zajmując się sprawami kwaterunku. Organizowała tzw. meliny pobytowe dla członków sztabu Okręgu Armii Krajowej, gdy ci zjawiali się (często przejazdem) w rejonie lipnowskim. Najbliższą swoją współpracowniczką uczyniła Halinę Grabowską, ps. „Halszka” (urodzona w 1922 r. w Skępem, zamężna Waruszewska), która przed wojną była podinstruktorką Przysposobienia Wojskowego Kobiet. Grabowska kierowała sekcją łączności, a jej praca w Urzędzie Gminy w Skępem umożliwiała wystawianie „lewych” zaświadczeń dla ludzi potrzebujących wsparcia.
Jednocześnie pełniła funkcję zastępcy komendantki Inspektoratu Wojskowej Służby Kobiet Włocławek, którym najpierw kierowała Maria Raszówna, ps. „Myszka”. W lipcu 1943 r. Maria Sobocińska otrzymała od H. Krzeszowskiej nominację na stanowisko komendantki Wojskowej Służby Kobiet AK Obwodu Lipno, a następnie zadanie organizacji WSK w obwodach Armii Krajowej Nieszawa, Włocławek, Rypin i Brodnica. W ostatnich miesiącach okupacji była komendantką Wojskowej Służby Kobiet Okręgu Pomorze i inspektorką Wojskowych Okręgów Kobiecych Armii Krajowej.
Po aresztowaniu 15 września 1944 r. Zbigniewa Klubińskiego, ps. „Wichura”, brała udział w odbudowie władz konspiracyjnej komendy Obwodu AK Lipno, kryptonim „Postój”. Pomocy udzielał jej w tym Bronisław Pietkiewicz, ps. „Wiktor”, od 1943 r. komendant Inspektoratu AK Włocławek i do czasu wyłonienia nowego komendanta Obwodu AK Lipno była komendantką tego Obwodu. Od lata 1944 r. została zastępcą komendantki inspektoratu AK Włocławek, kryptonim „Ogrody”, „Acetylen”, Marii Rasz (Raszówny), ps. „Myszka”, następnie – nie opuszczając Obwodu Lipno – komendantką WSK Inspektoratu Włocławek, do którego należało Lipno.
We wrześniu 1944 r., po śmierci w potyczce z policją niemiecką kapitana Henryka S. Gruetzmachera, ps. „Marta”, „Michał”, przy pomocy sprzątaczki pracującej na posterunku w Lubówcu, odbiła rower tego oficera, w którym znajdowały się, ukryte w ramie, ważne dokumenty, a przeznaczone do Komendy Głównej AK w Warszawie. Ciało zastrzelonego kpt. Gruetzmachera wystawiono na widok publiczny w Lubówcu, z przekonaniem, że zostanie zidentyfikowane przez okoliczną ludność. Po pewnym czasie zwłoki Niemcy zakopali w dość przypadkowym miejscu, nie oznaczając niczym miejsca pogrzebania. Rower kapitana przekazano na posterunek gminny żandarmerii w Skępem. Nie był to nawet rower oficera AK, w drodze do Skępego zatrzymał się on u Lewandowskich w Chrostkowie i wskutek uszkodzenia swojego sprzętu, pożyczył inny od Janiny Lewandowskiej, łączniczki AK i komendantki WSK Obwodu Rypin. Pułkownik Józef Chyliński, powziąwszy wiadomość, że Grueztmacher został zabity przez Niemców, poprzez łącznika polecił jej, aby odbiła ten rower, wiedząc, że są w nim ukryte istotne dla Armii Krajowej dokumenty, a przeznaczone do Komendy Głównej AK w Warszawie, w tym m. in. schemat organizacyjny AK Okręgu Pomorze wraz z nazwiskami i adresami dowódców. Szybko obmyśliła plan wykonania tego zadania. Zwróciła się do sprzątaczki z posterunku żandarmerii w Łąkiem, Władysławy Burczyńskiej (po wojnie zamężna Płocharska), aby ta, jeżdżąc do Skępego własnym rowerem po zaopatrzenie dla miejscowych żandarmów, zajechała na posterunek w Skępem, oznajmiając, że jej rower uległ uszkodzeniu. Ta bez większego namysłu tak zrobiła i otrzymała zgodę żandarma skępskiego na pożyczenie roweru z zestawu zarekwirowanych na skępskim posterunku. Przez całe lata nie znała nazwiska dziewczyny z posterunku w Łąkiem. Była jej za ten odważny czyn niezwykle wdzięczna. Autorce opracowanych swoich wspomnień, Krystynie Wojtowicz wyznała: „Dzielna młoda dziewczyno! – czy wiedziałaś, jakie znaczenie miał Twój odważny czyn? Czy ktokolwiek Ci podziękował? Myślę, że nie, bo nikt nawet nie wie, jak się nazywasz, a ja tylko w ten sposób mogę upamiętnić Twoją pomoc i odwagę. Uratowałaś wiele ludzkich istnień!”.
Późną jesienią 1944 r. przeprowadziła także ryzykowną akcję uwolnienia z Lagru II Tülchenfof (Tłuchówko) swojej jedynej siostry, Sławki. Jak podkreślała po latach, zawsze w tak ryzykownych przedsięwzięciach konspiracyjnych, w walce o życie bliskich i towarzyszy, wspierała ją Opatrzność. Akcja uwolnienia Sławki z obozu była nie mniej ryzykowna niż uwolnienia „Żbika” z toruńskiego więzienia. Pewnego razu podczas kontroli obozu przez Jagdkommando, w czasie zarządzonego apelu okazało się, że brakuje w nim dwóch chłopców i sześciu dziewcząt, wśród których była Sławka. Niemcy zarządzili poszukiwania i niebawem wszyscy się znaleźli. Na uciekinierów wydano wyrok śmierci a egzekucję miano przeprowadzić następnego dnia rano. Obóz w Tłuchówku położony był w pobliżu majątku, gdzie o incydencie dowiedziała się jego administratorka, z pochodzenia Polka. W czasie specjalnie wystawionej kolacji, suto zakrapianej alkoholem z piwnic dworu, skłoniła Niemców do zmiany decyzji. Mimo to rano chłopców rozstrzelano, dziewczęta postraszone zostały, że każda kolejna próba oddalenia obozu zakończy się śmiercią. O wydarzeniach w obozie pracy dowiedziała się szybko i jeszcze tego dnia – wiedziona jakimś dziwnym przeczuciem – sama poszła z korespondencją z Katasteramtu do Landratury (starostwa), gdzie przypadkowo usłyszała, jak sekretarka tego urzędu wywołała telefonicznie obóz w Tłuchówku, polecając uwolnienie jakiegoś więźnia, informując przy tym, że dokumenty w jego sprawie nadejdą później. Po powrocie do pracy w Katasteramcie połączyła się z obozem w Tłuchówku, i udając głos sekretarki z Landratury, powtórzyła „decyzję” o uwolnieniu kolejnego więźnia, którym tym razem miała być siostra Sławka, dodając, iż po jej odbiór przyjedzie siostra. Po pracy, z przysłowiową duszą na ramieniu, udała się rowerem do Tłuchówka, gdzie po wejściu do biura obozu, zapytała, czy papiery w sprawie zwolnienia z obozu Sławomiry Sobocińskiej są już przygotowane. Otrzymała odpowiedź twierdzącą i po chwili doprowadzono siostrę, która nie kryła wzruszenia. Późną, jesienną nocą dotarła z siostrą do Skępego, ustalając z rodzicami, że do końca wojny Sławka nie będzie wychodziła z domu.
Po opuszczeniu Skępego przez Niemców w styczniu 1945 r. w małym domu, w którym mieszkała z rodzicami i siostrą, Sławką dokwaterowano kilku żołnierzy sowieckich, zaś w dużym domu, do niedawna zajmowanym przez Lidkego, urządziło się kilku ludzi z NKWD. Wyszło więc na to, że hitlerowskie NDSAP, zastąpiło szybko sowieckie NKWD. W pewnym momencie rodzina Sobocińskich przeżyła ponowną chwilę grozy, do domu przyszło bowiem kilku ludzi i zabrało ojca rodziny, Romana. Przestraszona matka, Stanisława poszła do żołnierzy, prosząc, aby udali się do funkcjonariuszy NKWD celem wyjaśnienia zaistniałego nieporozumienia. Wystraszony propozycją żołnierz sowiecki nie podjął jednak interwencji u „tych tam”, co należało rozumieć, że władzą nie jest wojsko, lecz NKWD. Na szczęście sytuacja wyjaśniła się dość szybko i Roman Sobociński powrócił dom rodziny.
W następnych tygodniach podjęła pracę w lipnowskiej drukarni, gdzie dyrektorem był Gawroński notabene członek Armii Krajowej. Tam drukowane są pierwsze podręczniki i niezbędne dla funkcjonowania nowej władzy druki, ogłoszenia i obwieszczenia uliczne. Tam także zrodził się pomysł drukowania gazetki. Nie zaprzestała walki o pełną niepodległość Ojczyzny, nie podporządkowując się rozkazowi komendanta Sił Zbrojnych w Kraju, gen. Leopolda Okulickiego, ps. „Niedźwiadek” z 19 stycznia 1945 r. o rozwiązaniu Armii Krajowej, ujawnieniu się i złożeniu broni. W 1945 r. jako żołnierz WSK AK nie ujawniła się i kontynuowała pracę w Obwodzie Lipno w ramach Delegatury Sił Zbrojnych na Kraj (DSZ), a potem Wolność i Niezawisłość. Wraz z innymi kobietami z lipnowskiej konspiracji powracających z oflagów ostrzegały przed aresztowaniami, pomagały też osobom ukrywającym się przed NKWD i UB. Bacznie obserwowały rozwój sytuacji i zbierały dane personalne, kto otrzymuje stanowiska w administracji, tym bardziej, że na teren powiatu zaczęły napływać nowe osoby, desygnowane przez PWKN.
Założyła tajną organizację pod kryptonimem „Inspekty” i zaczęła redagować i wydawać tajne pisemko pt. „Głos Prawdy”, wykorzystując przy tym swoją pracę w drukarni. Zbierała także adresy byłych żołnierzy AK, celem nadania im odznaczeń z Londynu. Jak wspominała po latach, w sierpniu 1945 roku Urząd Bezpieczeństwa odnalazł na kwaterze w Toruniu przy ul. Warszawskiej 8 archiwum Sztabu Pomorskiego AK, także broń, maszyny do pisania i wiele innych niezbitych dowodów dalszej konspiracji. Wpadł też kurier wiozący z Londynu listę awansów i odznaczeń. W sumie aresztowano około 40 osób (…). Z dokumentów wynikało, że jestem niezwykle aktywna i dobrze zorganizowana, więc awansowałam na porucznika. Byłam też na liście odznaczeń. Przyznano mi Srebrny Krzyż Zasługi z Mieczami”. Z braku dowodów została zwolniona po dziesięciu dniach, kiedy „kocioł” został rozwiązany. Pomocy udzielił znowu Stanisław Witkowski, ps. „Żbik”, który wyrobił jej dokumenty potrzebne do ucieczki na Zachód za Janem Nowakiem-Jeziorańskim. Po niedługim czasie doszła do przekonania, że gdyby go wtedy posłuchała i wyjechała, to uniknęłaby wpadki, a potem więzienia i poniewierki. Udała się do Warszawy, po drodze zatrzymując się na krótko w Lipnie, aby porozmawiać z kierownikiem drukarni, jej pracodawcą, Gawrońskim oraz na chwilę odwiedzić dom rodzinny w Wymyślinie. W Warszawie odnalazła ją jedna z sióstr Grabowskich, która poinformowała o aresztowaniach na terenie powiatu lipnowskiego.
W związku z tym w dniu 16 listopada 1945 r. zwołała w Lipnie konspiracyjną naradę, aby wspólnie zastanowić się, co robić dalej: walczyć, ukrywać się, uciekać za granicę, albo na Ziemie Odzyskane, a może ujawnić się? Wszystkie opcje wstępnie brano pod uwagę. Na lipnowskie spotkanie mieszkaniu Jadwigi Adamczak, stawiło się dziewięć osób: Józef Zieliński – dyrektor Komunalnej Kasy Oszczędności w Lipnie, Stanisław Drzewiecki – komendant Obwodu Lipno, Jan Kosicki, pochodzący z Karnkowa, w czasie wojny działający w Kedywie na terenie Garwolina, jednak pod koniec wojny już w AK na terenie Lipna, Stanisława Okońska, por. Mościcki, Zbigniew Klubiński, Filomena Wójtowicz, Jadwiga Adamczak, ojciec Sylwester Niewiadomy – bernardyn ze Skępego oraz ona. W pewnym momencie w pokoju zgasło światło, wyszła z pokoju, aby z kuchni przynieść świecę. Nie zdążyła jednak, na korytarz weszli funkcjonariusze Urzędu Bezpieczeństwa i jak się okazało przyszli wyłącznie właśnie po nią, bowiem od dłuższego czasu była śledzona, począwszy od „kotła” toruńskiego sprzed kilku tygodni. W dniu 12 grudnia 1945 r. została jednak aresztowana przez lipnowski UB.
Aresztowania uniknął Jan Kosicki, który po uwięzieniu Marii Sobocińskiej, przypadkiem przechodząc koło siedziby UB, zauważył ją w oknie. Gestem ręki dała mu znać o grożącym niebezpieczeństwa. Natychmiast opuścił Lipno i powrócił do Garwolina i przez to uniknął represji UB. W areszcie czuła się odpowiedzialna na wszystkich aresztowanych i dlatego dzięki swej roztropności i konspiracyjnemu doświadczeniu tak pokierowała śledztwem, że zostało w areszcie z 23 aresztowanych w tym dniu pozostało siedmioro. Ze śledztwa prowadzonego przeciwko innej osobie, rozpoczętego przez Referat Śledczy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Lipnie, a następnie WUBP w Bydgoszczy, prowadzonego do 30 grudnia 1945 r., wynika, że świadek ten istotnie obciążył M. Sobocińską, iż ta zwerbowała tę osobę do Armii Krajowej.
Formalnie została zatrzymana przez Sekcję Śledczą PUBP w Lipnie, a następnie przekazana do WUBP w Bydgoszczy, a następnie osadzona w Centralnym Więzieniu w Fordonie. W Fordonie siedziała w jednej celi z Wandą Ostoja-Ostaszewską, ps. „Łucja”, „Wandka” i Filomeną Wójtowicz, ps. „Fila”, przedwojenną nauczycielką i harcmistrzynią, swoją zastępczynią z Wojskowej Służby Kobiet Obwodu lipnowskiego. W dniu 11 grudnia 1945 r. oskarżona została na podstawie przepisów 1 i 12 Dekretu PKWN z dnia 30 października 1946 r. o ochronie Państwa i jej sprawę przekazano do Wojskowego Sądu Okręgowego w Poznaniu. Art. 1 tego Dekretu brzmiał: „Kto zakłada związek, mający na celu obalenie demokratycznego ustroju Państwa Polskiego, albo kto w takim związku bierze udział, kieruje nim, dostarcza mu broni lub udziela innej pomocy, podlega karze więzienia lub karze śmierci”. W dniu 6 stycznia 1945 r. została przewieziona z Fordonu do Zakładu Karnego w Inowrocławiu. Tu doczekała rozprawy przed komunistycznym sądem wojskowym. Na rozprawie przed Wojskowym Sądem Okręgowym w Poznaniu na sesji wyjazdowej w Inowrocławiu w dniu 13 lutego 1946 r., któremu przewodniczył sędzia WSO por. Jan Zaborowski, w składzie sędziów: por. Ryszard Wiercioch i por. Marian Szczepaniak. Na ławie oskarżonych, oprócz Marylki, zasiedli: Józef Zieliński, ps. „Błysk”, Lucjan Czarnomski, ps. „Tygrys”, Sylwin Czarnomski, ps. „Jowisz”, Stanisław Drzewiecki, ps. „Głaz”, Stefan Gołębiewski, ps. „Kruk” i Józef Paprocki, ps. Odważny”.
Na świadków w procesie powołano Stanisławę Okońską i Filomenę Wójtowicz. Okońska, jako świadek oskarżenia, miała potwierdzić pełnienie przez Marię Sobocińska funkcji komendantki WSK Obwodu Lipno, co oczywiście było faktem niezaprzeczalnym w związku z przejętymi przez UB materiałami z archiwum Komendy Okręgu AK Pomorze. „Przyznano” rolę głównej oskarżonej, a prokurator, major Sikorski zażądał dla niej kary śmierci. Rano przez tunel więzienny strażnicy doprowadzili oskarżonych do rozprawę. Na miejscach dla publiczności siedziało dużo umundurowanych osób, do dziś pamięta ich twarze, były zimne, nieprzyjazne. Z bólem wyznaje: „Patrzyli na mnie jak na bandytkę”. Po mundurach poznała, że to funkcjonariusze UB i strażnicy więzienni. Dostrzegła tylko dwóch cywilów. Byli to dziennikarze, w tym jeden z „Robotnika Kujawskiego”. Sąd odczytał personalia oskarżonych. Zapytał ich o obrońców. Oczywiście ich nie mieli. Wtedy zarządził przerwę, żeby kogoś sprowadzić. Dość szybko przybiegło dwóch osobników w ubeckich mundurach.
Na sędziowskim stole widziała dowody jej „winy”: rozkaz szefa sztabu Okręgu Pomorskiego AK z 1 stycznia 1945 r., przyznający jej Krzyż Srebrny Orderu Virtuti Militari, który jednak do niej nie dotarł, a o którym dowiedziała się z akt śledztwa, oraz archiwum AK-owskie z opisem okupacyjnych akcji, w których brała udział. Mówiła o nich przez sądem kilka godzin z dumą i pewnością siebie, bo przecież nie była „szefową zbrodniczej bandy”, jak stwierdził w akcie oskarżenia wojskowy prokurator, ale komendantką Wojskowej Służby Kobiet Obwodu Lipno i kurierem do zadań specjalnych Armii Krajowej. Od pierwszych dni hitlerowskiej okupacji walczyła przecież o niepodległość Polski, o honor Polaków, o godność człowieka. Na koniec swoich zeznań przed sądem oświadczyła: „Każdy uczciwy Polak walczył z Niemcami i należał do konspiracji, a jeśli nie należał, to tylko dlatego, że koledzy nie mieli do niego zaufania. Wzięłam na siebie całą winę, nie wypierałam się niczego, powiedziałam, że jestem dumna z mojej służby dla Ojczyzny w Armii Krajowej”.
W czasie zeznań przed sądem nikogo niczym nie obciążyła. Pytana przez sędziów o płka Józefa Chylińskiego, odpowiedziała, że go nie zna i nigdy się nim nie spotkała, mimo, iż wiedziała, że we wrześniu 1944 r. przebywał on w domu ich sąsiadów, Grabowskich. Sąd jednak wziął pod uwagę wcześniejsze zasługi okupacyjne Marylki w walce z hitlerowskim okupantem, poświadczone przez dokumentację skonfiskowaną w toruńskim archiwum AK i wymierzył 6 lat pozbawienia wolności oraz utratę praw obywatelskich i publicznych na okres 3 lat za to, że „przez cały okres pookupacyjny do dnia aresztowania, będą na stanowisku kierowniczki sekcji żeńskiej na teren powiatu Lipno i od września 1945 r., czynna także w sektorze męskim tegoż związku na teren Lipno, ponadto oskarżona kontaktowała się bezpośrednio przez łączników z komendantem Okręgu, od niego otrzymywała korespondencję na ten całej komórki powiatowej”. Jednocześnie wyrokiem sądu wszystkie jej stopnie wojskowe i odznaczenia zostały automatycznie unieważnione, o czym donosił z dumą komunistyczny „Robotnik Kujawski”.
Prośba o jej ułaskawienie skierowana przez matkę, Stanisławę do prezydenta Bolesława Bieruta z dnia 17 marca 1947 r. – podobnie w wielu innych skazanych przez komunistyczne sądy polskich patriotów – została odrzucona. Prokurator Sikorski nie zgodził się z wyrokiem sadu z lutego 1946 r. i wniósł apelację do Najwyższego Sądu Wojskowego. NSW na rozprawie w dniu 15 maja 1946 r. utrzymał wyrok pierwszej instancji.
Od momentu aresztowania więziona była w koszmarnych warunkach, urągających godności człowieka, najpierw w więzieniu karno-śledczym, tzw. „okrąglaku” w Toruniu, a potem kolejno Fordonie (Bydgoszczy), Inowrocławiu i po wyroku w Centralnym Więzieniu dla Kobiet w Fordonie, skąd po wybuchu epidemii została przewieziona ponownie do Inowrocławia. Mimo to, zawsze bardziej myślała o bliskich, także o współtowarzyszach niedoli, niż o sobie. Raz na miesiąc do wiezienia mogły docierać dwukilogramowe paczki, które były skrupulatnie kontrolowane i opisane przez więzienne władze, a które dzieliła zawsze sprawiedliwie na 12 części, tj. pomiędzy więźniarki na bloku, niezależnie od ich wyroku.
Z Inowrocławia trafiła do Fordonu i tam już została do końca uwięzienia. Warunki w Fordonie były straszne. W czteroosobowej celi siedziało po 12 kobiet. Pewnego razu obsługa więzienna za jakieś przewinienie, którego nie pamięta, zarządziła ścięcie włosów. Marylka miała loki, do ramion. Posadzono ją na krześle na korytarzu, doprowadzono więźnia fryzjera, wokół strażnicy i naczelnik. Fryzjer popatrzył na jej włosy i powiedział, że mu ich żal. A ona z jakaś niespotykaną fanfaronadą w głosie, powiedziała: „Tnij pan, niczego nie żałuję dla sprawy Armii Krajowej… To była jednak głupia odzywka”. Fryzjer-więzień uznał, że jest wyjątkowo odważna, i też wykazał się odwagą i odmówił ogolenia jej głowy. Wybuchła straszna awantura, skończyło się jednak tylko na podcięciu jej pięknych, kręconych włosów. W wiezieniu w Inowrocławiu Marylka korzystała jednak z nieocenionej pomocy lekarza więziennego, doktora Czesława Zagórskiego, a także innych gestów solidarności, kiedy np. w wigilię Bożego Narodzenia do więziennej celi strażnik Wyrzykowski wrzucił gałązkę choinki, aby w jakimś niewielkim stopniu przypomnieć nastrój tych szczególnych Świąt. Doktor Zagórski wymusił na dyrekcji więzienia przebadanie wszystkich więźniarek. A potem wzywał ją na badania. Przenosił grypsy, a jego żona podsyłała do celi lepsze kąski pożywienia. Była też gruba strażniczka, której nazwiska jednak zapomniała, a która po kryjomu ją dożywiała. W fordońskim więzieniu Marylka przebywała razem z Aleksandrą Sokołowską, ps. „Elżbieta” i Wandą Ostaszewską, ps. „Łucja” (1909-1994).
W czasie więzienia, a nade wszystko po jego opuszczeniu, Marylka za wszelką cenę starała z siebie wyrzucić nienawiść, która potem mogłaby zatruć życie jej i bliskich. Na tę okoliczność mówiła: Po tym wszystkim nie szukałam moich oprawców, lecz wybawicieli, by im podziękować. Najważniejszą postacią jest tu dr Czesław Zagórski”, więzienny lekarz w Inowrocławiu, mieszkający zresztą wtedy w tym mieście. „Aby nawiązać rozmowę upozorował badanie ginekologiczne i w ten sposób pozbył się z gabinetu strażniczki i NKWD bo taki osobnik towarzyszył każdemu opuszczeniu celi. Ten lekarz z narażeniem życia własnego i rodziny przekazywał w obie strony grypsy, a w końcu umożliwił ucieczkę moim współtowarzyszom. Ja siedziałam dalej, ale doktor ułatwiał mi życie na każdym kroku”.
W czasie pobytu w więzieniu 17 marca 1947 r. Powiatowy Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Lipnie i Wojewódzki Urząd Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy rozpoczęły ponowne rozpracowanie obiektowe o kryptonimie „Zdrajcy”. Materiały zaczęto gromadzić już po wyjściu jej na wolność, tj. 4 lipca 1954 r. W materiałach śledczych ponownie podkreślono, że posiada ona błędne imię „Maryla”, figuruje w „Wykazie b. członków AK i ich rodzin” z 4 marca 1953 r. pod pseudonimem „Ryśka”. Funkcjonariusze UB podnieśli, że „w 1945 r. nie ujawniła się, lecz pozostała dalej w tej organizacji, to jest Wojskowa Organizacja Kobiet, czyli AK. Prowadząc antypaństwową propagandę wrogą PL, (…) uprawiała propagandę za pomocą nielegalnej gazety „Głos Prawdy”. W 1945 r., wykonując rozkazy swych zwierzchników, zaczęła organizować męską organizację AK na terenie pow. Lipno (…) oraz wciągnęła nieaktywnych już członków tejże organizacji”. Dopiero W dniu 26 września 1955 r. jej sprawę, która z trudem podjęła pracę w Warszawie, przekazano do archiwum Wydziału X Wojewódzkiego Urzędu ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy.
Na mocy ustawy o amnestii uchwalonej przez Sejm w dniu 22 lutego 1947 r. skrócono jej wyrok do trzech lat. Wolność odzyskała w dniu 15 listopada 1948 r., po opuszczeniu więzienia kobiecego w Fordonie, jako osoba wyniszczona psychicznie i fizycznie, ważyła wówczas zaledwie 34 kilogramów! Całe jej ciało pokryte było wrzodami, bowiem w więzieniu miała błędnie rozpoznaną awitaminozę. Lekarz więzienny, sądząc, że jest to świerzb, przepisał jej maść siarczaną, która tylko potęgowała postępujące owrzodzenia i świąd skóry. Wujek, który ją odbierał z więzienia wstrząśnięty był widokiem tego, co więzienie zrobiło z tej młodej, pięknej, energicznej kobiety.
Czas po opuszczeniu więzienia był dla niej wyjątkowo trudny. W Skępem miała obowiązek meldowania się co 24 godziny na miejscowym posterunku Milicji Obywatelskiej, co dla jej wycieńczonego ciała, dwukilometrowy odcinek do siedziby milicji był nie lada trudnością. Na szczęście miejscowy policjant, plutonowy Leon Juszczak okazał zrozumienie i współczucie i sam przychodził do domu rodziców Marii. Mimo to czuła się odrzucona i wykluczona. Z bólem więc wyznała po latach: „Byłyśmy traktowane jak zadżumione, nie mogłam znaleźć pracy, a poza rodziną i kilkoma sprawdzonymi przyjaciółmi, ludzie odwracali się ode mnie”.
Także tu, w Skępem, można powiedzieć wśród swoich i znajomych. Komunistyczna propaganda przyniosła oczekiwane żniwo: ludzie Armii Krajowej mieli być traktowani jako bandyci i wrogowie ludu pracującego. Aż do 26 września 1955 r. była pod ścisłym dozorem komunistycznej milicji. Dopiero wtedy Wojewódzki Urząd ds. Bezpieczeństwa Publicznego w Bydgoszczy jej sprawę przekazał do archiwum. Niestety, odżyła ona jeszcze w epoce gierkowskiej PRL. Służba bezpieczeństwa musiała przecież pamiętać o „wrogach ustroju”.
Po kilkumiesięcznym pobycie w Wymyślinie, nabraniu sił, wiosną 1949 r. postanowiła odciążyć rodziców, uciec od niewygodnej w tych czasach przeszłości i wiosną wyjechała do Warszawy. Nowa rzeczywistość okazała się nie mniej trudna, niż ta w Skępem. Mimo pomocy rodziny i przyjaciół nie udało się jej znaleźć pracy. Miała też problemy z zameldowaniem. W obydwu przypadkach przeszkodą była więzienna przeszłość, o której nie dała zapomnieć „opieka UB”. Okazało się, że nie kończy się ona wraz z opuszczeniem więziennej bramy, bowiem „kto raz dostał się pod opiekę bezpieki, ten nigdy spod tej opieki nie wyjdzie”. Po głowie zaczęły się jej plątać różne myśli, narastało rozgoryczenie. Któregoś razu, po bezowocnym poszukiwaniu pracy, spacerując po Łazienkach, nakarmiła drugim śniadaniem łabędzie, a w drodze powrotnej zatrzymała się nad Wisłą, pomyślała: „Czy nie lepiej skończyć z tym wszystkim?”.
W Warszawie odnalazł i zaopiekował się ją jej kuzyn, adwokat Edmund Kujawski. Poradził jej, aby zatuszowała swój pobyt w więzieniu i pomógł znaleźć pracę w księgowości hurtowni kosmetyków „WIR”, której właścicielem był Władysław Wiński. Przy jego pomocy Kujawskiego w latach 1949-1950 ukończyła kursy księgowości, korzystając z pomocy i wskazówek wybitnego ekonomisty prof. Płoszajskiego. Po ukończeniu kursów prowadziła księgowość równolegle w kilku firmach: w dwóch firmach odlewniczych Langiewicza i „Zjednoczenie” oraz dwóch firmach geodezyjno-pomiarowych, gdzie wydatnie przydało się doświadczenie zdobyte w czasie okupacji w lipnowskim Katasteramcie. Następnie otrzymała posadę jako pomoc biurowa w księgowości Wydziału Technologicznego Politechniki Warszawskiej, gdzie pracowała w latach 1949-1950. W latach 1952/1953 ukończyła Studium Dewizowe w Szkole Głównej Planowania i Statystyki oraz podjęła naukę w Studium Orientalne Szkoły Nauk Politycznych. Po kilku semestrach musiała jednak przerwać naukę w tym ostatnim, bowiem okazało, iż w ankiecie personalnej, nie podała, że była więźniem politycznym. Szkoła ta kształciła bowiem przyszłe kadry administracyjne i dyplomatyczne a odkrycie w jej przeszłości, uwięzienia za „przestępstwa polityczne”, mogło wiązać się z oskarżeniem o szpiegostwo. Przez pewien czas była też księgową w Spółdzielni „Energia” w Warszawie. Od 1950 r. pracowała jako księgowa Wydziale Technologicznym Politechniki Warszawskiej, a następnie – w latach 1951-1980 – w Dziale Współpracy Nauki z Przemysłem w Instytucie Elektroniki Politechniki Warszawskiej, dochodząc tam aż do stanowiska kierownika.
Przez cały czas była inwigilowania przez Służbę Bezpieczeństwa. Dopiero w październiku 1962 r. uzyskała wykreślenie z rejestru skazanych w PRL, co oczywiście nie oznaczało zadośćuczynienie za doznane krzywdy w ustroju komunistycznym. W tym samym roku starała się o wyjazd za granicę. Niestety, na podstawie decyzji Komendy Stołecznej Milicji Obywatelskiej Nr I 998/62 z dnia 11 czerwca 1962 r. odmówiono jej wydania paszportu. W aktach IPN nie zachowało się uzasadnienie tej odmowy, być może w ogóle go nie sporządzono. W dniu 30 czerwca 1962 r. Maria Sobocińska wniosła odwołanie od tej decyzji, które rozpatrzono – oczywiście – negatywnie.
Przez całe lata czuje się osobą „na cenzurowanym”. Nie chce utrzymywać kontaktów z osobami z okresu działalności w Armii Krajowej, ani tymi z okresu uwięzienia. Ma świadomość, ze ewentualne kontakty mogą szkodzić tym osobom, ale także jej samej i rodzinie. Służba Bezpieczeństwa PRL jeszcze w połowie lat 70. XX w. na nowo tworzyła dokumenty związane z jej patriotyczną działalnością. W materiałach wytworzonych przez Wydział C Komendy Wojewódzkiej Milicji Obywatelskiej w Bydgoszczy, a zachowanych w zasobach Instytutu Pamięci Narodowej dotyczących jej osoby znajduje sie „Charakterystyka nr 34/O”, dotycząca „nielegalnej organizacji AK pod nazwą „Inspekty”, utworzonej an terenie Lipna we wrześniu 1945 r., w której działała Maria Sobocińska, ps. „Ryśka”, w związku ze sprawą założoną 30 marca 1974 r., a zakończoną 30 listopada 1974 r. Powtórzono przy tym fakty znane ze śledztwa w 1945 r. Jest tam mowa, że w okresie okupacji była członkiem Armii Krajowej i pełniła funkcję komendantki Wojskowej Służby Kobiet na powiat lipnowski. Po wyzwoleniu nadal prowadziła działalność konspiracyjną i w 1945 r. nie ujawniła się. Z jej inspiracji utworzona została grupa pn. „Inspekty” na powiat Lipno, w której pełniła funkcję łączniczki. Wykazywała dużą aktywność i w zasadzie kierowała tą organizacją. Rozpowszechniała nielegalną gazetkę „Głos Prawdy” i rozlepiała ulotki o treści antypaństwowej.
Jej rodzinie, która po wojnie znalazła się w biedzie, pomocy udzielał ówczesny gwardian klasztoru skępskiego, o. Piotr P. Mróz. Dostarczał on żywność, leki i paczki z UNR-y. Po opuszczeniu przez Marię więzienia, przychodził do domu Sobocińskich tylnymi drzwiami i podczas długich, serdecznych rozmów pytał o przeżycia więzienne, wspierał i pocieszał duchowo. Z wdzięcznością pamiętała o geście Stanisława Lipińskiego, absolwenta Seminarium Nauczycielskiego w Wymyślinie (rocznik 1934), w czasie okupacji współredaktora józefkowskiej „Iskry Wolności” i komendanta AK Rejonu Dobrzejewice-Mazowsze-Nowogród, używającego pseudonimu „Lis”, który jako jedyny po uwięzieniu Marylki napisał do niej list pełen otuchy i pocieszenia.
Gdy Polska odzyskała pełną niepodległość, po roku 1989, miała do wypełnienia inne ważne zadania, których wykonanie nie było możliwe w tamtym ustroju, bowiem – jak mówiła – „byłam świadoma, że przez cały czas po wyjściu jestem śledzona, że UB depcze mi po piętach”. Dopiero jesienią 1992 r. odnalazła adres zamieszkania w Zakopanem swego dobroczyńcy, doktora Czesława Zagórskiego. Najpierw napisała list, na który dość szybko odpowiedział sędziwy wtedy już lekarz: „Dziękuję Pani za obszerny list i wdzięczność za to normalne dla każdego Polaka posługiwanie w czasie Pani pobytu w więzieniu w Inowrocławiu. Przecież to przenoszenie grypsów z więzienia zrobiłby chyba każdy polski lekarz”. Potem, jesienią 1992 r. razem z Aleksandrą Sokołowską, dotarła do Zakopanego, aby spotkać się i osobiście podziękować dobroczyńcy z inowrocławskiego więzienia. Po tym spotkaniu zapisała: Byłam w towarzystwie Oleńki i bardzo to spotkanie przeżyłam. Doktor zdziwił się, że Jego postawę traktuję jako coś nadzwyczajnego. Do tej pory służy ludziom, chociaż przekroczył 90-tkę”.
Pozostało także jeszcze inne zadanie do wykonania. „Przez te wszystkie lata nie dawała mi spokoju egzekucja tamtych trzech AK-owców (w inowrocławskim więzieniu – dop. MK). Oni zostali zaraz po rozstrzelaniu zagrzebani w ziemi, ot tak pod murem! Na ten motyw: „...kto z twych oczu zcałuje łez ślad...”, nałożył się inny: „...jeśli ja o was zapomnę, niech o mnie zapomni Bóg...” (wzięta z „Dziadów” A. Mickiewicza, scena I – dop. MK). Nie spoczęłam i w ubiegłym, 2001 roku, w czasie tego kontrowersyjnego Zjazdu Polonii w Pułtusku, tuż po wystawie zorganizowanej w kuluarach Sejmu przez prof. Otfinowską i red. Kosewicza uczestniczyłam w Ich prawdziwym pogrzebie. Przygotowania trwały długo, pogrzeb odbył się w Inowrocławiu, a tyle emocji kosztowało mnie wiele zdrowia. Teraz jestem spokojna. Spełniłam powinność dużego formatu”. Istotnie, pochowała współwięźnia, który do ostatnich chwil swego życia żył prawie platoniczną miłością do swej wybranki.
Jeszcze w poprzednim ustroju na jej prośbę komendant Obwodu Armii Krajowej Rypin, Tadeusz Kowalski, ps. „Wiarusz”, „Tomasz”, „Tolek” (1912-1967), syn gajowego z Kamienicy koło Skępego, po ujawnieniu się po wojnie, pracując zawodowo jako nauczyciel w Ligowie koło Skępego (najpierw jako kierownik tamtejszej szkoły, a potem Szkoły Przysposobienia Rolniczego, którą założył), odszukał grób oficera sztabu Komendy Okręgu ZWZ-AK Pomorze, kapitana Henryka Gruetzmachera, zastrzelonego w dniu 13 września 1944 r. przez niemiecki patrol koło wsi Lubówiec, pogrzebanego w polu niedaleko tej wsi, dokonał ekshumacji zwłok i urządził prawdziwy pochówek na cmentarzu w Skępem. Sam zresztą, mimo iż zmarł w Warszawie 29 sierpnia 1967 r., pochowany został także na tym cmentarzu 3 września 1967 r. Gdy tylko nadarzyła się okazja, w dniu 16 maja 2007 r. doprowadziła do odsłonięcia tablicy poświęconej pamięci kpt. H. Gruetzmachera i wszystkich żołnierzy Armii Krajowej Obwodu Lipno na murze w krużgankach Kościoła Ojców Bernardynów w Skępem.
Od momentu założenia przez gen. prof. Elżbietę Zawacką, ps. „Zelma”, „Sulica”, „Zo” w Toruniu Fundacji „Archiwum Pomorskiej Armii Krajowej oraz Wojskowej Służby Polek w Toruniu”, podjęła z nią bardzo bliską współpracę. Już w 1992 r. do toruńskiej Fundacji przekazała najcenniejsze swoje pamiątki: listy i grypsy z więzienia w Inowrocławiu i Fordonie, dokumenty o swojej działalności niepodległościowej po zakończeniu II wojny światowej oraz zdjęcia matki, Stanisławy, ojca Romana i siostry Sławomiry. Do Fundacji przesyłała ważne dokumenty, dotyczące działalności konspiracyjnej kobiet, także tych, które podobnie jak ona, znalazły się na obczyźnie, m. in. opracowała i przesłała życiorys Jadwigi Jezierskiej, działającej od 1942 r. pod kryptonimem „Ryszard” w Wydziale Bezpieczeństwa Kontrwywiadu Oddziału II Komendy Głównej AK, więźniarki Pawiaka, a następnie Auschwitz i Ravensbrück.
W listopadzie 1996 r. na murze więzienia w Inowrocławiu odsłoniła pamiątkową tablicę poświęconą pamięci Polek i Polaków pomordowanych w czasie wojny oraz w pierwszych latach ustroju totalitarnego. Natomiast w 2001 r. urządziła prawdziwe pogrzeby rozstrzelanych w inowrocławskim więzieniu: Władysławowi Radzyńskiemu, Bolesławowi Kobusowi i Konradowi Krzyżanowskiemu, doprowadzając ich postacie do pełnej rehabilitacji.




W rodzinnym Skępem pojawiała się niemal każdego roku. Tęskniła do miejsca swego urodzenia, do młodzieży szkolnej, odwiedzała swoich najbliższych na skępskim cmentarzu. W dniu 22 lipca 2000 r. w Skępem zorganizowała patriotyczną uroczystość, poświęconą pamięci kpt. Henryka Stanisława Gruetzmachera, ps. „Michał”, „Duży Michał” (1913-1944), wyjątkowo odważnego i utalentowanego dowódcy, w konspiracji pełniącego funkcję Szefa Wydziału Łączności Komendy Okręgu AK Pomorze, również członka Sztabu KO oraz czasowo kierującego wywiadem Okręgu.
W następnych latach kontakty Marii Sobocińskiej z władzami i społeczeństwem miasta i gminy Skępego stawały się coraz bliższe i owocne. W dniu 16 września 2005 r. w Zespole Szkół im. W. Łukasińskiego odbyło się spotkanie promocyjne książki wspomnieniowej Krystyny Wojtowicz, pt. Marylka. Następnego dnia podobne spotkanie zorganizowano dla społeczeństwa Skępego w Urzędzie Miasta i Gminy, po czym w kościele klasztornym odprawiona została Masza Święta. Kilka miesięcy potem, w dniu 24 lutego 2006 r. Rada Miasta i Gminy Skępe nadała jej Honorowe Obywatelstwo Miasta i Gminy Skępe. Uroczystość wręczenia tego tytułu odbyła się w maju 2006 r. Była okazja do wspomnień z lat walki z hitlerowskim okupantem nie tylko Marylki, ale także świadków tamtych wydarzeń, bądź osób (Z. i B. Wegnerowie), które podjęły trudu ustalenia personaliów dzielnej dziewczyny z posterunku żandarmerii niemieckiej w Łąkiem, która współdziałała we wrześniu 1944 r. z M. Sobocińską w akcji wydobycia z komisariatu żandarmerii w Skępem roweru kpt. H. Gruetzmachera. Piszący te słowa, jako poseł na Sejm RP, wręczył Honorowej Obywatelce Skępego witraż symbolizujący znak Polski Walczącej i Armii Krajowej z dedykacją: „Pani Marii Sobocińskiej ze Sztokholmu za wierność i miłość Ojczyzny”, który przekazała do Izby Pamięci i Tradycji w Skępem swojego imienia.
Kolejne spotkania w Skępem odbywały się zawsze wiosną. W dniu 16 maja 2007 r. w rodzinnym Skępem była gościem honorowym szczególnej uroczystości. W czasie połączonych sesji Rady Powiatu Lipnowskiego i Rady Miasta i Gminy Skępe odsłoniła w krużgankach klasztoru tablicę poświęconą pamięci kpt. Henryka Grueztmachera – oficera Sztabu Komendy Okręgu AK i innych żołnierzy Obwodu ZWZ-AK Lipno. W dniu 20 maja 2008 r. w Zespole Szkół im. Waleriana Łukasińskiego w Skępem (Wymyślinie) otwarto Izbę Pamięci i Tradycji Szkoły i nadano jej imię ppłk Marii Sobocińskiej. W następnym roku, w dniu 22 maja 2009 r. przyjechała jako gość honorowy w związku z realizacją przez młodzież Zespołu Szkół im. Waleriana Łukasińskiego w Skępem (Wymyślinie) programu upamiętnienia zamordowanych w Katyniu i Miednoje wychowanków miejscowego Seminarium Nauczycielskiego. Głównym punktem uroczystości było posadzenie pięciu „Dębów pamięci” w ogrodzie przyszkolnym, poświęconych ofiarom sowieckiego NKWD.
Przez lata podróżom do Polski towarzyszyły miłe, serdecznie i pożyteczne spotkania. Wśród nich było niezwykle ważne spotkanie, zorganizowane jakby w ostatniej chwili. Kiedy w dniu 30 maja 2009 r. w czasie dorocznego Walnego Zgromadzenia Dobrzyńskiego Towarzystwa Naukowego, odbywającego się w Szafarni nadawaliśmy Jej uroczyście Honorowe Członkostwo DTN, wspomnieliśmy, iż jest potrzeba spotkania się z Teofilem Jurkiewiczem, ps. „Biel”, żołnierzem AK-więźniem UB, który po ucieczce z wiezienia bezpieki w Brodnicy, od 1947 r. przebywał we Francji, a który aktywnie działał na rzecz Polonii francuskiej i całego środowiska polskich kombatantów. Wtedy bez wahania powiedziała: „Koniecznie chcę się z nim zobaczyć!”. Do pierwszego, i jak się niebawem okazało ostatniego zarazem spotkania doszło w dniu 10 czerwca 2010 r. w warszawskim hotelu „Ibis”. Były serdeczne wspomnienia z lat walki i konspiracji AK-owskiej na ziemi dobrzyńskiej w latach 1939-1945.
Od 1983 r. mieszkała w Sztokholmie, gdzie od 1976 r., po ukończeniu studiów medycznych, zamieszkała jej jedyna córka, Sławomira Głoss. Tam Maria aktywnie uczestniczyła w pracach Ośrodka Polskich Organizacji Niepodległościowych w Sztokholmie (OPON). Była sekretarzem Koła Armii Krajowej na Szwecję oraz członkiem Rady Naczelnej Armii Krajowej na Zachodzie w Londynie, Towarzystwa Przyjaciół Rapperswil w Sztokholmie i Związku Więźniów Politycznych Okresu Stalinowskiego w Polsce. Była osobą dominującą i wpływową w środowisku Polaków zamieszkałych w Szwecji. Trzykrotnie pełniła funkcję przewodniczącej komisji wyborczej w czasie wyborów parlamentarnych i prezydenckich.
Zasługi Marii Sobocińskiej dla Armii Krajowej najlepiej scharakteryzował w 1973 r. komendant AK Obwodu Lipno do 5 maja 1943 r., Józef Sadowski, ps. „Zagończyk”: „Jej ofiarne zasługi przyczyniły się najwięcej do utrzymania do końca wojny działalności Armii Krajowej na Pomorzu”. W okresie okupacji w Armii Krajowej Maria Sobocińska awansowana była na stopnie: porucznika i kapitana. Na stopień majora Wojska Polskiego awansowana została dopiero w listopadzie 2000 r. (nadany w Ambasadzie Polskiej w Sztokholmie), a następnie podpułkownika – w 2002 r. Pośmiertnie awansowana została do stopnia pułkownika Wojska Polskiego. W czasie wojny odznaczona została Srebrnym Krzyżem Walecznych z Mieczami oraz Krzyżem Srebrnym Virtuti Orderu (nadany rozkazem szefa sztabu Okręgu AK Pomorze, ppłka Józefa Chylińskiego z dnia 1 stycznia 1945 r., na podstawie pełnomocnictwa Komendanta Sił Zbrojnych w Kraju z 27 lipca 1944 r., który jednak nie został wręczony). Poświadczenia w sprawie wniosku o przyznanie Krzyża Srebrnego Orderu Virtuti Militari w 1973 r. złożyli dwaj wysocy oficerowie Armii Krajowej: Józef Sadowski i Gustaw J. Olszewski.
Wobec faktu, że zwolniony z toruńskiego aresztu kolejarz Stanisław Witkowski, ps. „Żbik” oraz wymieniany przez niego w jego relacji z uwolnienia, Filipski, inaczej przekazywali przebieg uwolnienia Witkowskiego i jego współtowarzyszy, a także – nie będąc pewną – czy jej interwencja podjęta wspólnie z matką w grudziądzkiego Gestapo miała rzeczywisty wpływ na uwolnienie grupy skępskich zakładników po akcji w Koziołku, w tym jej ojca, Romana, po wojnie postanowiła wycofać swoje dokumenty z Kapituły Krzyża Virtuti Militari. Mimo, iż uzasadnienie wniosku o odznaczenie było znacznie szersze i wskazywało, że jest ono przyznane za całokształt pracy konspiracyjnej, przez lata była nieugięta w swym postanowieniu. Mimo to Krzyż Srebrny Orderu Wojennego Virtuti Militari, jako najważniejsze polskie odznaczenie wojskowe i najstarszy istniejący wojskowy order na świecie, nadany Marii Sobocińskiej, ps. „Ryśka” w czasie wojny, został zweryfikowany w Kancelarii Prezydenta RP 10 września 2002 r. i wręczony przez ambasadora RP w Sztokholmie, Marka Prawdę dopiero w dniu 8 listopada 2002 r., czyli ponad 57 lat po zakończeniu wojny!
Po wojnie odznaczona została, m. in.: Krzyżem Armii Krajowej, Krzyżem Armii Krajowej Okręgu „Pomorze”, Kombatanckim Krzyżem Zasługi, Odznaką Pamiątkową Okręgu Pomorskiego Armii Krajowej, Odznaką Honorową Sybiraka, Odznaka ZWOPS Zarząd Główny, Krzyżem Więźnia Politycznego, Odznaką Inowrocławianek.
Uchwałą Rady Miejskiej w Skępem z dnia 24 lutego 2006 r. uhonorowana została tytułem „Honorowego Obywatela miasta i gminy Skępe”. Ten tytuł ceniła sobie szczególnie, mówiąc, że on zobowiązuje szczególnie. Kochała więc Skępe jeszcze bardziej, tęskniła do niego każdego dnia. Tu pogłębiała swoje korzenie i serdeczne związki. W dniu 30 maja 2009 r. w Ośrodku Chopinowskim w Szafarni przyjęła Honorowe Członkostwo Dobrzyńskiego Towarzystwa Naukowego w dniu dorocznego Walnego Zebrania członków tego Towarzystwa. Mówiła wtedy o umiłowaniu ziemi dobrzyńskiej i muzyki Chopina, o swojej rodzinie i dziadku-organiście z kościoła skępskiego.
W 1950 r. związała się z Tadeuszem Głossem i rok później przyszła na świat jej jedyna córka, Sławomira. Narodzin tych nie doczekał ojciec Marii, Roman. Po długiej i ciężkiej chorobie w 1975 r. zmarła matka, Stanisława. Pod koniec lat 70., tj. w tzw. epoce gierkowskiej, nawiązała kontakt z Elżbietą Zawacką, ps. „Zo”, jedyną kobietą „Cichociemną” i rozpoczęła współpracę przy odzyskiwaniu nieznanych kart najnowszej historii Polski. Ta praca zajmowała Marię do ostatnich jej dni.
W konspiracji antyhitlerowskiej w ramach AK czynnie zaangażowana była również jej matka, Stanisława, ojciec, Roman oraz siostra, Sławomira Janina (1922-1987).
Jej prochy pochowano w rodzinnym grobowcu w Skępem w dniu 8 listopada 2012 r.
W 2006 r. Krystyna Wojtowicz z Krakowa napisała biograficzną książkę pt. Marylka. Opowieść konspiracyjna. Jej promocja odbyła się w Ambasadzie Szwedzkiej w Warszawie. W czasie jej pogrzebu, w dniu 8 listopada 2012 r. zaprezentowano natomiast książkę biograficzną piszącego te słowa pt. Dama Niezłomna. Maria Sobocińska (I920-2012). Biografia wpisana w okupacyjne dzieje Skępego.
T. Jurkiewicz na ekshumowanych przez siebie grobach żołnierzy gen. Maczka we Francji

Monument przed kościołem w Oborach fundowany w 1999 r. przez T. Jurkiewicza.

II wydanie biografii T. Jurkiewicza autorstwa dr Iwony Z. 


TEOFIL JURKIEWICZ (wł. imię i nazwisko – Ludomir Brzuskiewicz), (*12 października 1925 r. w Głęboczku k. Obór (ówczesna parafia Ruże) †24 VII 2009 r. w Saint Avold (Francja)
Był synem Leona i Pelagii z Zielińskich. Jego przodkowie, Kazimierz Brzuskiewicz, krewny ze strony ojca, a następnie jego syn Wojciech, byli właścicielami osady młynarskiej Zaręba, którą nabyli 28 czerwca 1744 r. od Marcina Działyńskiego, ówczesnego „pana dóbr sokołowskich i Zaręby”. Dziadkowie, także ze strony Brzuskiewiczów, to Andrzej i Ludwika z Ciechanowskich, którzy pochodzili z miejscowości Ciechanówek, dokonali oni zakupu gruntów ornych w Rużu k. Obór. Pradziadek ze strony Zielińskich, sprzedawszy własność w Sitnie, zakupił Głęboczek.
Ukończył cztery klasy Szkoły Powszechnej w Oborach, gdzie nauczycielem i kierownikiem szkoły był Romuald Strużyński, zamordowany przez hitlerowców w rypińskim więzieniu jesienią 1939 r. Czwartą i piątą klasę szkoły powszechnej oraz pierwszą klasę Gimnazjum nr 19 im. R. Traugutta ukończył w Lipnie, gdzie naukę religii przez pewien okres prowadził młody wówczas ks. Stefan Wyszyński, dojeżdżający z Włocławka, późniejszy Prymas Polski, sługa Boży.
Hitlerowskie akcje wysiedleńcze nie ominęły także Głęboczka i już 11 listopada 1939 r. rodzina Brzuskiewiczów musiała opuścić swój majątek. Od lutego 1940 r. do 1942 r. działał w szeregach Służby Zwycięstwu Polski. W 1944 został zaprzysiężony do Armii Krajowej, gdzie wcześniej wstąpiła jego matka, Pelagia. Działając po pseudonimami: „Biel”, „Iskra” i „Grzmot” należał do podokręgu ZWZ/AK Toruń, rejon Lipno-Rypin, okręg numer 6. Dowódcą na tym terenie byli: podporucznik Julian Majewski, ps. „Fabian” oraz podporucznik Józef Zieliński, ps. „Błysk”. Był także łącznikiem w tzw. „Akcji N”. Konspiracyjną kryjówkę zorganizował na cmentarzu- Kalwarii w Oborach, pod grobowcem Piwnickiego.
Od stycznia do grudnia 1945 r. był w ugrupowaniu poakowskim. Pod koniec wojny oraz po wyzwoleniu spod okupacji hitlerowskiej należał do tzw. odpryskowej organizacji pn. Tajny Związek Krwawej Ręki, działającej pod dowództwem Henryka Góreckiego, ps. „Grom”, której zadaniem było pozyskiwanie broni do zbrojnego wystąpienia i prowadzenie akcji uświadamiająco-propagandowej w rejonie Dulska, Ruża, Zbójna, Wojnowa, Obór i Stalmierza. Za udział w tym ugrupowaniu w dniu 20 grudnia 1945 r., wraz z 18 współtowarzyszami został aresztowany przez funkcjonariuszy Powiatowego Urzędu Bezpieczeństwa Publicznego w Rypinie i osadzony w tamtejszym areszcie śledczym przy ul. Kościelnej 7. Stamtąd 16 stycznia 1946 r. aresztowanych przewieziono do więzienia w Brodnicy, zorganizowanym w klasztorze Ojców Franciszkanów w Brodnicy, przy ul. Sądowej, skąd w dniu 15 maja 1946 r. udało się uciec.
Po ucieczce z więzienia z Brodnicy ukrywał się u gospodarza Kazimierza Bonieckiego w rodzinnym Głęboczku. Tam utrzymywał stały kontakt z bratem Romanem. Należał do rozproszonych oddziałów poakowskich dowodzonych przez „Ruczaja”, a następnie wstąpił do oddziału partyzanckiego go „Groma Opaszki”, Stanisława Gołaszewskiego. Od września 1946 r. przebywał w Wałbrzychu u swego wuja, Józefa Zielińskiego, ps. „Błysk”, skąd w listopadzie 1947 r., aby legalnie poruszać się, wszedł w posiadanie dokumentów na nazwisko „Teofil Jurkiewicz”. Nazwisko to będzie towarzyszyło jemu do końca życia. Głównym celem jego działalności na terenie Wałbrzycha i w jego okolicach był odbiór kurierów gen. Rudnickiego z Zachodu.
W listopadzie 1947 r., trzymając w rękach broń i granat, pokonał rzekę Nysę, przekroczył zieloną granicę polsko-niemiecką i skierował się dalej na Zachód, do Francji. List gończy za nim władze komunistyczne rozesłały jeszcze w dniu 29 listopada 1955 r. Od 15 listopada 1947 r. przebywał w Meppen-Queckenbrück przy Brygadzie Spadochronowej gen. Stanisława Maczka. Następnie został zweryfikowany przez wywiad angielski, przez oficera wywiadu płka Woods’a w Osnabrück .W dniu 20 lutego 1948 r., jako uchodźca polityczny, posiadając zaświadczenie Międzynarodowej Organizacji ds. Uchodźców (International Refugee Organization) nr 89, przybył do miejscowości L’Hopital w południowo-wschodniej Francji.
Na obczyźnie bolał na swoim losem – losem emigranta, który żył sprawami Polski więcej i bardziej obiektywnie, niż niejeden pozostały w Ojczyźnie. Wyraziście oddaje to treść wiersza nieznanego autora, który pieczołowicie przechowywał w swoich notatkach:
Do przyjaciół...
Często bywało – szliśmy nocami,
Zwarci serdecznie... z automatem.
Okryci losu cieni skrzydłami.
Szliśmy, by walczyć z niemieckim katem.
                        Nasze szalone, drobne oddziały
                        Szły by ze śmiercią samą iść w tany.
                        Na wargach słowa miłości drżały:
                        „Oswobodzimy nasz kraj kochany!”
Dziś, gnani losem w oddale świata
Czekamy, na zew Ojczyzny, wierni.
Znów pójdziem zwalczać drugiego kata
Żołnierze dumni, choć bezimienni...
W L’Hopital, w Zagłębiu Węglowym w Lotaryngii, wśród licznie tam osiadłych Polaków, podjął pracę jako górnik i przepracował pod ziemią 30 lat. Poza pracą zawodową, przez całe lata ofiarnie organizował życie kulturalne i oświatowe Polonii francuskiej. Był twórcą i współtwórcą wielu organizacji polonijnych, w tym m. in.: Związku Górników Polskich w L’Hopital, Chrześcijańskiego Związku Zawodowego (CFTC), Polskiego Zjednoczenia Katolickiego w Lotaryngii, gdzie był wiceprezesem, Towarzystwa Św. Barbary, Okręgu Polskiego Związku Kombatantów na wschodnią Francję, w których był prezesem. Był też członkiem Światowego Związku Polskich Kombatantów w Metz oraz Związku Rezerwistów i byłych Wojskowych w Nancy, a od 1967 do 1978 r. był także wiceprezesem Kongresu Polonii Francuskiej.
Ważną część jego życia odgrywała działalność w ramach Wspólnoty Polsko-Francuskiej w Paryżu, której był członkiem-założycielem. W latach osiemdziesiątych wstąpił do Koła Byłych Żołnierzy Armii Krajowej Oddział we Francji i został jego członkiem. W październiku 1986 r. otrzymał zaświadczenie potwierdzające służbę w szeregach polskiej Armii Krajowej od dnia 2 lutego 1940 r. do 19 stycznia 1945 r.
Kierując się poczuciem patriotyzmu, zaszczepionym od najmłodszych lat w domu rodzinnym, czuł obowiązek zapewnienia wiecznego spoczynku tym wszystkim, którzy z dala od Ojczyzny walczyli z niemieckim okupantem. Niezmiernie ważnym etapem jego życia we Francji było organizowanie cmentarzy żołnierzy polskich w południowo-wschodniej Lotaryngii: w Dieuze, Saarbourgu, a także upamiętnienie walk pod Lagard’e. Grupa polskich emigrantów, zrzeszona w polskich organizacjach, dobrowolnie, po obowiązkach zawodowych, przystępowała do pracy nad wykopywaniem szczątków polskich żołnierzy. Rozkład zwłok był daleko posunięty i trudno było ustalić tożsamość. Ułatwienie stanowiły zachowane dokumenty, naszywki lub inne pamiątki. Wiele zwłok było nierozpoznanych. Wykopane szczątki skrupulatnie zapisywano, a nazwiska notowano. Następnie szczątki umieszczano w zbitych z drewna trumnach i układano w wykopanym dole. Każdy w ten sposób sporządzony grób otrzymywał numer, umieszczano na nim odlany z betonu krzyż z tabliczką i właściwym napisem. Dla wszystkich urządzonych grobów została sporządzona dokumentacja, w tym najważniejsze – wykazy pogrzebanych osób. Tylko nieliczne groby otrzymały napis „nieznany”. Praca była ciężka, żmudna, ale warta wysiłku. Każdy wiedział, jak wielokrotnie podkreślał, że trzeba to zrobić, że nie mogą te osoby pójść w zapomnienie. Po wielomiesięcznej ekshumacji zwłok, ustaleniu tożsamości osób naprędce pogrzebanych w czasie walk, powstał cmentarz. W miasteczku Dieuz’e, gdzie znajduje się cmentarz oraz pomnik ku czci poległych grenadierów polskich, corocznie odbywają się uroczystości upamiętniające ich walkę i ofiarę.
Swoją troskę o groby i cmentarz zaszczepił swoim synom i ich rodzinom. To oni dbają, aby w wielkie polskie święta narodowe, czy też 1 listopada każdy grób polskiego żołnierza na cmentarzach w Dieuz’e i Saarbourg’u ozdobiony był biało-czerwoną szarfą.
Za pracę utrwalania pamięci poległych miał prawo noszenia odznaki 1. Dywizji Grenadierów, którą otrzymał od gen. dyw. Bronisława Ducha, prezesa Związku Grenadierów i byłego Dowódcy I Dywizji Grenadierów w uznaniu zasług i pracy włożonej w uporządkowanie i konserwację cmentarza. Odznakę wręczono mu 20 czerwca 1960 r. Był także uprawniony do noszenia Medalu Pamiątkowego „30-lecia Walk I Dywizji Grenadierów w Lotaryngii”, otrzymanego również od gen. dyw. Bronisława Ducha w dniu 21 czerwca 1970 r. Za urządzenie cmentarza I Dywizji Grenadierów Polskich w Dieuze otrzymał francuski medal „Za Odwagę i Poświęcenie”. W latach kolejnych wstąpił do Związku Opieki nad Zabytkami i Grobami Żołnierzy Polskich w Paryżu oraz współpracował z Towarzystwem Opieki nad Polskimi Zabytkami i Grobami Historycznymi we Francji.
W 2004 r. ufundował tablicę pamiątkową, poświęconą żołnierzom Brygady Pancernej gen. Stanisława Maczka i żołnierzowi tej jednostki, kapralowi Tadeuszowi Dunajskiemu, pochodzącemu z Obór k. Głęboczka. Zamieszczono na niej informację, że „Dunajski Tadeusz, kapral, urodzony 24 kwietnia 1911 r. w Oborach, powiat Rypin zginął 21 sierpnia 1944 w Langannerie we Francji, pochowany na cmentarzu polskim, grób VI-C-9”. Zdołał jeszcze ustalić, że grób T. Dunajskiego ma następujące namiary: grób III-E-10. W podpisie na tablicy, po raz pierwszy po tylu latach zamieścił – obok używanego – swoje prawdziwe imię i nazwisko – Ludomir Brzuskiewicz.
Począwszy do 1989 r. organizował pomoc materialną dla Polski (leki, urządzenia, sprzęt) dla Akademii Medycznej w Gdańsku, a także wyjazdy młodych lekarzy z Akademii Medycznej na staże do szpitali francuskich. Nadto organizował pomoc materialną dla Zespołu Szpitali w Poznaniu.
Od połowy lat dziewięćdziesiątych XX w. stał się kolatorem Klasztoru i Kościoła Ojców Karmelitów w Oborach, położonych w sąsiedztwie jego rodzinnego Głęboczka, gdzie m. in. fundował tablicę-obelisk przy kościele z okazji 60. rocznicy wybuchu drugiej wojny światowej (1999); ofiarował swoje trzy ordery jako wotum Matce Bożej Bolesnej (Medal Za Zasługi Polskiej Misji Katolickiej w Francji za ofiarną pracę dla Kościoła, Medal za Zasługi „Exculi Bene Excelexa Merito” oraz Medal Tysiąclecia Chrztu Polski za pracę przy organizacji obchodów); ufundował II. Stację Drogi Krzyżowej w Oborach w ogrodach klasztornych (2004); ufundował tablicę pamiątkową poświęconą żołnierzom Brygady Pancernej gen. S. Maczka i żołnierzowi tej jednostki, pochodzącemu z Obór, kpr. Tadeuszowi Dunajskiemu (2004). Nadto w 2005 r. był fundatorem jednego z witraży w nawie kościoła oborskiego (Ukrzyżowanie Chrystusa), nad ołtarzem św. Józefa.
Spotykał się w młodym pokoleniem w Polsce: w WSHE we Włocławku, za czasów rektorstwa prof. M. Krajewskiego w latach 1996-2002, w szkołach w Gałczewku k. Golubia-Dobrzynia (wspólnie z Leszkiem Talko), w Szkole Podstawowej nr 1 w Rypinie (12 V 2004) i innych.
W Polsce czuł się najlepiej, tęsknił do niej każdego dnia. Miał tu wiernych przyjaciół, którzy nie opuścili go nawet przy łożu śmierci w szpitalu w Sant-Avold. Zaszczepił, zdaje się, tę miłość w swoich synach, wnukach i …..prawnuczętach, którzy od jego śmierci każdego roku są w Polsce, a Yanis pamiątki z Polski traktuje jak swoiste relikwie.
Za swoją służbę Polsce i emigracji polskiej posiadał następujące odznaczenia: Medal Wojska „Polska swemu obrońcy” – czterokrotnie (15 VIII 1948); prawo noszenia odznaki I. Dywizji Grenadierów (20 VI 1960); Medal francuski „Za Odwagę i Poświęcenie”; Krzyż Kombatantów Europejskich (5 III 1967); Krzyż Armii Krajowej (Londyn), (2 XII 1986); Medal Pamiątkowy od gen. W. Ducha I. Dywizji Grenadierów Polskich (21 VI 1970); Krzyż Zasługi RP Srebrny (Londyn), (20 III 1983); Krzyż Zasługi Związek byłych Wojskowych we Francji (nr 2), (1 XI 1988); Medal Związku Wojskowych we Francji (30 IX 1984); Krzyż Oficerski Orderu Odrodzenia Polski (19 II 1993); Krzyż z Mieczami „Za wolność i niepodległość” (1 IX 1989); Medal „Za wolność i niepodległość” (1 IX 1989); Krzyż Armii Krajowej (po raz drugi), (27 III 1996); Medal S. P. K. Stowarzyszenie Światowe Kombatantów (7 XII 1989); Medal Pamiątkowy Związku Rezerwistów i Wojskowych (11 XI 1978); Odznaka Pamiątkowa I. Batalionu Remontowo-Budowlanego w Nowym Dworze (17 IV 1993); Odznaka Pamiątkowa – Medal Związku Rezerwistów z okazji 74-lecia (12 XII 2004); Medal „Pro Memoria” (15 V 2005); Medal za Zasługi Polskiej Misji Katolickiej w Francji za ofiarną pracę dla Kościoła (19 III 1977); Medal za Zasługi „Exculi Bene Excelesia Merito” (7 X 1973); Medal Tysiąclecia Chrztu Polski za pracę przy organizacji obchodów (8 XII 1966); Medal Akademii Medycznej w Gdańsku (6 XII 1989); Medal Związku Sybiraków; Medal „Za Zasługi dla WSHE we Włocławku (1 X 2001); Medal Srebrny „Za 25 lat pracy w kopalni” (15 VII 1974); Medal Złoty „Za 30 lat pracy w kopalni” (31 VII 1990), Dyplom Honorowy Chrześcijańskiego Związku Zawodowego (22 IV 1955); Srebrna Odznaka „Dawcy krwi” (16 VIII 1967); Złota Odznaka „Dawcy krwi” (31 I 1974).



Od 22 września 2007 r. był Honorowym Członkiem (obok m. in. prof. Jerzego Pietrkiewicza z Londynu) Dobrzyńskiego Towarzystwa Naukowego z siedzibą w Rypinie. Jego obszerną biografię z okazji 80. rocznicy urodzin napisała i wydała dr Iwona Zielińska, z którą wiązała go serdeczna przyjaźń. W ofiarowanym pierwszym egzemplarzu swojej biografii napisał przejmujące słowa:
Na drodze życia burzliwej toni,
zbyt silny wiatr mi w oczy bił,
zbyt ostre ciernie wrosły do skroni
pamięć zawodzi – pióro wypada z dłoni
na dalszy ciąg nie staje sił”.
Drugiego wydania tej biografii, która miała ukazać się w 2010 r., na jego 85-lecie urodzin, nie doczekał.
Miał dwóch braci, prześladowanych przez komunistów za przynależność lub sympatyzowanie z AK: Roman Brzuskiewicz, początkowo skazany na 12 lat więzienia, w oparciu Ustawę z dnia 22 lutego 1947 r. o amnestii, postanowieniem Najwyższego Sądu Wojskowego z dnia 10 maja 1949 r. umorzono przeciwko niemu postępowanie; Janusz Brzuskiewicz, którego Wojskowy Sąd Rejonowy w Bydgoszczy, za rzekome nielegalne posiadanie broni skazał na 3 lata więzienia. Postanowieniem z dnia 10 maja 1949 r. Najwyższy Sąd Wojskowy złagodził wyrok do jednego roku. Karę odbywał w więzieniu w Grudziądzu.
Ożeniony 19 grudnia 1949 r. z Zofią z Jendrysiaków, miał synów Krystiana (ur. 31 III 1951) i Denisa (8 IV 1954), którzy za żony we Francji wzięli Polki – Teresę i Annę.
Zmarł po krótkiej chorobie w szpitalu w Saint Avold. Jego prochy spoczęły, obok żony Sophii, w grobowcu rodzinnym na cmentarzu-Kalwarii w Oborach. Na płycie nagrobnej, poza imiona i nazwiskami oraz datami życia, wyryto następująca inskrypcję:
Syn tej ziemi, Patriota,
żołnierz A. K.  i  T.Z.K.R.,
prześladowany i więziony przez U. B.,
emigrant i emisariusz we Francji (1948-2009),
zasłużony dla Polonii francuskiej
W górze tablicy wyryto znaki Polski Walczącej i Wspólnoty Polsko-Francuskiej w Lotaryngii.
Jedna z jego podopiecznych, lekarz Justyna Jabłonowska napisała o nim m. in.: „Odszedł nasz kochany Pan Teofil... Wspaniały Człowiek, niezłomny duchem, o wielkim sercu, patriota”. Natomiast poeta dobrzyński, Jan Jagodziński w Golubia-Dobrzynia napisał utwór poetycki poświecony jego pamięci pt. Ojczyznę umiłował ponad wszystko!…
Tej prawdy dowodził ś. p. Teofil Jurkiewicz,
szlachetnym, pełnym poświęcenia życiem …
Dla zmarłego naszego Rodaka,
prawego, bohaterskiego Polaka,
Polska była zawsze wartością ponad wszystko!
Od dziadów i ojców przejmował sztafetę
wiary i patriotyzmu – bezcenną zaletę!
Szedł z nią dzielnie poprzez życie,
czerpiąc moc swą z niej obficie;
Jako żołnierz Armii Krajowej,
Jako więzień Polski Ludowej
i jako aktywny emigrant nad Loarą …
Duchem silny, wsparty wiarą,
Chleb zdobywał w pocie czoła –
Twarda dlań górnicza szkoła,
w kopalni przez lat trzydzieści,
uzbrajała w nowe treści;
Był działaczem polonijnym –
społecznym i religijnym.
Przez rodaków szanowany.
Za działalność odznaczony –
Filantrop o sercu wielkim,
dzielił się dobytkiem wszelkim.
Z pomocą do Polski spieszył –
instytucje, dzieci cieszył!
Umysł prawdziwie poczciwy.
Dobrem Ojczyzny szczęśliwy! …
Dla niej znosił trudy, znoje –
więzy ducha, niepokoje …
Pamięć emigracji chował
i groby jej pielęgnował …
Prawdziwy ambasador polskości
na obczyźnie.
Kochał bardzo kraj młodości.
Po przemianach często gościł
na rodzinnej swojej ziemi,
tu, w Oborach, między swymi.
Przed Matką Bolesną stawał,
Tu miłości Jej doznawał …
Kochał klasztor, ojców groby
i pamiątki dawnej doby.
Składał swoje na ofiarę,
darząc klasztor ku Jej chwale! …
Prochom Jego się kłaniamy,
w żalu Je odprowadzamy,
tu, na Kalwaryjskie Wzgórze,
u stóp Matki Boleściwej …
Pomni Zmarłego zaletę,
dla którego Polska była wartością
ponad wszystko,
Przywołajmy znów poetę:
(Ojczyzno) „Byle cię można wspomóc, byle wspierać,
Nie żal żyć w nędzy, nie żal i umierać.”
Mimo nędzy prześladowania,
więzienia, tułaczki i ciężkiej pracy,
Ś. p. Teofil, znakomity Dobrzynianin,
wspierał hojnie umiłowaną Ojczyznę …
Bolesna Matko Oborska –
Patronko ziemi dobrzyńskiej,
przyczyń się za Nim u swego Syna,
by za swój chwalebny, bohaterski żywot,
obdarzył Go szczęściem wiecznym
u Tronu Boga Ojca w niebie …

Obory, w dniu 23 sierpnia 2009 r.”
***


JAN PRZYBYŁOWSKI, ps. „Onufry” (*27 XI 1917 r. w Zbyszewie k. Chalina w pow. lipnowskim †18 I 1951 r. w w katowni UB na Mokotowie wWarszawie)
Był synem Józefa i Kazimiery z Matuszewskich, z zawodu rolnik. Jako ochotnik walczył w kampanii wrześniowej 1939 r., uciekł z niewoli niemieckiej, został żołnierzem NOW, a następnie AK. Wiosną 1944 r. przydzielony został do oddziału dywersyjnego w Inspektoracie Płocko-Sierpeckim, dowodzonym przez Stefana Bronarskiego, ps. „Liść”. Brał udział w kilku akcjach zbrojnych przeciwko Niemcom.
Po wojnie nie wyszedł z konspiracji, był oficerem w stopniu porucznika w oddziałach ROAK, NZW, NSZ działających w powiatach Lipno i Płock i nosił ps. „Onufry”. Wrócił pod komendę Stefana Bronarskiego w dowodzonym przez niego patrolu dyspozycyjnym.
Aresztowany w 1948 r., w zbiorowym procesie przed WSR w Warszawie w dniu 3 lipca 1950 r. został skazany na karę śmierci razem ze Stefanem Bronarskim, Wiktorem Wacławem Stryjewskim i Jerzym Wierzbickim, a Bierut nie skorzystał z prawa łaski.
Wraz z nim aresztowano żonę, Romualdę i skazano ją na 2 lata pozbawienia wolności. W więzieniu mokotowskim w 1949 r. urodziła syna.



Dopiero w październiku 2018 r. jego córka, Bożena Przybyłowska z Bętlewa odebrała z IPN dokument o odnalezieniu szczątków Jej ojca. Rok później por. Jan Przybyłowski doczekał się godnego pogrzebu na warszawskich Powązkach.

O por. J. Przybyłowskim pisał dość szeroko w 2018 r. historyk-regionalista Janusz Koszytkowski z Piaseczna k. Wielgiego w monografii swojej gminy, a następnie autor tego wpisu w albumowej monografii powiatu lipnowskiego.






Brak komentarzy: